Momenty jasności

Duchowość człowieka i religijność, to dwie różne sprawy, czyli te same zdarzenia czasem można tłumaczyć na sposób duchowy lub religijny. Na przykład momenty jasności.

Zawsze uwielbiałem słuchać opowieści, w których ludzie mówią o swojej chwili przebudzenia, momencie jasności. Tak zaczyna się zdrowienie. Przyjaciel opowiadał o tym, jak był na długiej pijackiej wycieczce z kilkoma skrzynkami piwa za fotelem pasażera, aż w połowie drogi do celu nagle zjechał na pobocze, osunął się w fotelu i powiedział do siebie: „Nie mogę już więcej”. Potem zawrócił, pojechał do domu, poszedł na mityng AA i nigdy nie wrócił już do picia.

Zamiast ślepego błąkania się po bezdrożach w tym momencie wkroczył na ścieżkę autorefleksji. Wzdłuż niej mogły znajdować się skały i głazy; nie pamiętam reszty jego historii, ale to był początek. Mój moment jasności był podobny, wrócę do tego za chwilę.

Prawdziwa autorefleksja leży u podstaw procesu zdrowienia, niezależnie od tego, czy poprzedza ją stan poczucia wielkości, czy też pogrążeni w depresji dojdziemy do niej z kompletnym brakiem poczucia własnej wartości. Do tego momentu jesteśmy jak 18-kołowy pojazd, który stracił hamulce.

Nasze myśli o sobie utknęły w martwym punkcie. Jestem, jaki jestem, wszystko w porządku, we mnie nie ma nic złego, więc zejdź mi z drogi lub: niczego nie robię dobrze, nikt mnie nie lubi, jestem bezwartościowy, równie dobrze mogę się zabić. Albo utknęliśmy gdzieś pomiędzy. Przez chwilę picie jest jedyną rzeczą, która daje ulgę. Alkohol był dla mnie lekiem dającym odwagę, lecz w końcu tylko pogorszył mój stan.

Ale w momencie oświecenia coś się dzieje. W Wielkiej Księdze Bill Wilson cytuje Carla Junga, szwajcarskiego psychologa i psychiatrę, który mówi, że tylko duchowe doświadczenie może coś zmienić. I podczas gdy Bill interpretuje to zdarzenie w kategoriach religijnych, wyjaśnienie Junga jest całkowicie świeckie.

„Dla mnie te zjawiska są swoistym fenomenem. Wydają się mieć charakter ogromnych emocjonalnych zmian, przestawiania się na inne tory. Idee, emocje i postawy, które niegdyś były siłami przewodnimi życia tych ludzi, są nagle odrzucane i zastępowane przez zupełnie nowe koncepcje i motywy.”

Być może jest to moment, kiedy zaczynamy uświadamiać sobie: „Powoli się zabijam”, albo jest to jak czołganie się po zboczu, gdy nagle pojawia się przepaść, a twoja stopa się ześlizguje. Wow!  Było blisko. Lub kiedy unikamy o włos poważnej kolizji drogowej. Zapamiętaj ten przypływ adrenaliny i to, co stało się później. Po prostu stój tam, trzęsąc się. Może dostrzeżesz, że choć pozornie wszystko jest tak samo jak zawsze, to jednak inaczej. Ale co tak naprawdę dzieje się w tej chwili jasności? Niekiedy taki moment zmienia nasze życie na zawsze, w innych przypadkach jest to tylko krótkie przeżycie, które szybko przemija. Cóż, chciałbym zasugerować, abyśmy zaczęli zbierać takie historie. Może jeśli połączymy je w całość, pomoże nam to zobaczyć schemat.

o mnie…

To moja historia: Od dłuższego czasu piłem każdej nocy, miałem za sobą trzy tygodnie ciągłego picia. Pracowałem dla ludzi, których bardzo lubiłem, naprawiając ich dom. Miałem problemy z kręgosłupem, a ponieważ mąż był ortopedą, zapytałem go, czy nie miałby nic przeciwko temu, żeby spojrzeć na moje plecy. Tak więc pod koniec dnia poprosił mnie do salonu, usiadłem, a on zapytałem, czy kiedykolwiek piłem za dużo. Tego się nie spodziewałem, przecież każdy czasami pije za dużo, pomyślałem. Kiedy tak siedziałem, zastanawiając się nad odpowiedzią, zapytał ponownie, czy kiedykolwiek piłem przez dłuższy czas?

Teraz od razu odpowiedziałem, „nie”. Nie zorientowałem się, że tak naprawdę zapytał, ponieważ najwyraźniej widział, że znajdowałem się w samym środku ciągu. Powiedział: dobrze, spójrzmy na plecy. Nie znalazł niczego oczywistego, ale postanowił wysłać mnie do szpitala Highland, żeby to sprawdzić. Lekarz w szpitalu również zapytał mnie: „czy kiedykolwiek piłeś za dużo?” Tym razem byłem już przygotowany, więc szybko odpowiedziałem, „nie”.

Ale to wszystko sprawiło, że zacząłem myśleć. Głównie dlatego, że oni oboje to byli naprawdę mili ludzie. Pracowałem dla nich od wielu lat i miałem dla nich wiele szacunku. Byłem poruszony ich troską. Niestety, piłem jeszcze więcej, choć naprawdę chciałem to rzucić, a przynajmniej zrobić sobie przerwę. Każdego ranka obiecywałem sobie, że dziś wieczorem nie będę pić, a czwartej stwierdzałem: „od jutra nie będę pić, ale dziś potrzebuję kilku piw, żeby się zrelaksować”. Dwanaście godzin i skrzynkę piwa później padałem pijany na łóżko. Kiedy wstawałem, mówiłem sobie dokładnie to samo, co wiele poranków wcześniej i powtarzałem to przez kolejne cztery lub pięć miesięcy. To był czas niezrozumiałej demoralizacji, jak to nazywa Bill W.

Otwierałem oczy, nie wiedziałem czy już się obudziłem, czy wciąż jeszcze śnię. Przyszłość nie wyglądała dobrze. Życie materialne wciąż jeszcze jakieś było, nadal miałem dom, samochód, większość przyjaciół, których widywałem od czasu do czasu, zostało kilku moich klientów, ale i to miało się wkrótce zmienić. Przez trzy tygodnie nie wychodziłem z domu, budując domek dla lalek dla córeczki mojej dziewczyny i pijąc. Domek byłby całkiem fajny, gdyby nie fakt, że okazał się ledwie o połowę mniejszy od dużej lodówki. Zastanawiam się, co zrobili z tym grzmotem po tym, jak zniknąłem z ich życia. Nie mogłem już przebywać z ludźmi. To był właśnie ten moment, kiedy wielu z nas zamyka się w sobie i pije na śmierć. Dochodzi do tego czasem powoli, czasem szybciej, zależnie od przypadku.

Jeszcze jednak jakoś egzystowałem i widziałem dokąd to zmierza. Niedługo sprzedam dom, zdobędę z niego trochę pieniędzy, wynajmę mieszkanie, przepiję kasę, zostanę tam do czasu eksmisji, przeprowadzę się do piwnicy przyjaciela, zostanę, dopóki się mną zmęczy i wyrzuci, a potem wyląduję na ulicy, śpiąc gdzie popadnie i stojąc pod sklepem monopolowym od dziesiątej do szóstej, z całą resztą takich jak ja straceńców.

Nawet nie sądzę, żeby ta ponura perspektywa sama w sobie mnie tak przeraziła. Po prostu, nagle olśniła mnie jasna wizja, że mogę nie pić! Nie wiem czy to był ułamek sekundy, czy też leżałem tam przez pół godziny, ale wizja była tak rzeczywista, że aż przeraził mnie fakt, że jestem kompletnie trzeźwy. Po omacku poszukałem kalendarza, w końcu sprawdziłem jaki to dzień i zakreśliłem go. Postanowiłem, że dziś rzucam picie.

Jedno piwo…

Kilka miesięcy później wypiłem jedno piwo. Zaprosiłem dziewczynę na kolację. Co przeszło mi przez głowę? Przecież rzuciłem picie. Nigdy nie pójdę z nią do łóżka? Będę tu siedział drętwo nie potrafiąc się odezwać? Pomoże mi piwo, pomyślałem. Miałem te kilka ostatnich trzeźwych miesięcy, gdy naprawdę mi nic nie brakowało. Poranki bez potwornych kaców w połączeniu z wolno podnoszącą się mgłą wystarczyły, bym poczuł, że życie jest warte życia. A jednak wypiłem i to piwo wywołało pragnienie picia, jakiego nigdy wcześniej nie doznałem. Po tym, jak dziewczyna wyrzuciła mnie z domu, a z seksu nic nie wyszło, przypomniałem sobie, że postanowiłem przestać pić. Przez cały następny dzień, może dwa, była to jedyna rzecz, która pomogła mi przetrwać.

Przeżyłem jakoś kilka następnych miesięcy, a kiedy zacząłem ponownie bawić się myślą o jednym piwie, zdałem sobie sprawę, że potrzebuję pomocy. Poszedłem na mityng AA. Była to środa, południe. To piwo było najlepszym trunkiem, jaki kiedykolwiek wypiłem. To było to, co pozwoliło mi doświadczyć głodu, którego nigdy wcześniej nie znałem. Dało mi do zrozumienia, że jestem uzależniony od alkoholu.

Patrząc wstecz, zastanawiam się co się stało? Nie wiem. Wiem tylko, że w tym momencie miałem przebłysk świadomości i siłę, by przestać. Promień gamma przedostał się przez ziemskie pole magnetyczne i trafił mój mózg w odpowiednim miejscu? To tylko nieco lepsze wyjaśnienie niż, że zrobił to bóg. A może, jeśli połączymy różne nasze historie, zobaczymy schemat i zrozumiemy więcej? Może moglibyśmy razem napisać książkę z opowiadaniami na temat tych „momentów jasności”? Mogłaby to być pozycja bardzo pomocna dla innych alkoholików, również dla nowicjuszy. Spróbujmy to razem zrobić.

Momenty jasności Life-j.

Life-j. Wytrzeźwiał w Oakland w 1988 r. W roku 2002 przeprowadził się do nadmorskiej górskiej wioski w północnej Kalifornii i pomógł obudzić tam senną wspólnotę AA. Napisał wiele artykułów opublikowanych na portalach AA Agnostica i AA Beyond Belief.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *