Zdrowienie Johna – Krok Czwarty

Zdrowienie Johna – Przeprowadziłem uczciwą ocenę mojego dotychczasowego życia, po to by zidentyfikować wyrządzone szkody, wady, które powinienem usunąć oraz mocne strony, które mógłbym wykorzystać.

Ukończenie pierwszych trzech Kroków pozwoliło mi odnaleźć się w AA, bo czułem się jak prawdziwy członek Wspólnoty, ale bez żadnej boskiej interwencji. Byłem świadomy własnych postępów – słyszałem słowa uznania i akceptacji ze strony przyjaciół. Wspominam ten okres z wdzięcznością. Z moich dwóch sponsorów, jeden był nieco bardziej asertywny i od niego usłyszałem, że może powinienem więcej słuchać, a mniej mówić na mityngach. Był w pełni świadomy mojej czteroletniej historii nieustannych nawrotów. Wiedzieliśmy obaj, że już kiedyś byłem w tym miejscu i że właśnie wtedy zboczyłem z kursu, czyli upiłem się. Powiedział, że mam unikać efektu różowej chmurki, a ja wiedziałem, że ma rację. Grzecznie, ale zdecydowanie nalegał na uczciwe przygotowanie się do trzeźwej introspekcji, czyli do Kroku 4. Nie wyglądało to na łatwą robotę, ale pomysł sporządzenia spisu moich uczynków miał sens, bo – pomijając inne powody – kończyłem przecież piątą dekadę życia.

Zdrowienie Johna
Trzezwienie Johna

W wieku czterdziestu ośmiu lat, mogłem spojrzeć wstecz na życie, w którym nigdy nie wykorzystałem w pełni żadnej z danych mi możliwości, a moje obecna sytuacja była serią katastrof. Groźba rozpadu małżeństwa, problemy finansowe i nienawiść do samego siebie sprowadziły mnie z powrotem do AA. Po raz pierwszy poważnie rozważyłem możliwość, że mój dotychczasowy sposób życia jest błędny. Dotarłem do ciemnego miejsca, a AA poprosiło mnie o poszukiwanie i zapisanie powodów tego stanu rzeczy., czyli trzeźwa ocena stała się koniecznością.

Jak to działa.

Zgodnie z zasadami sponsorowania obowiązującymi w 1984 roku nakłoniono mnie do czytania rozdziału „Jak to działa” w Wielkiej Księdze. Niektóre z uwag tam zawartych nich miały dla mnie sens, większość jednak nie. Rozdział ten zawiera pewne rozsądne sugestie dotyczące zmiany zachowania, ale musiałem odrzucić twierdzenie Wilsona, że ​​konieczne zmiany zawsze następują w wyniku wiary w Boga. Również temat seksu wydał mi się nadmiernie uwypuklony. Nowsze pisma Lance’a Dodesa, „Trzeźwa prawda”, Francis Hartigan, „Bill W.” i Susan Cheever, „My Name Is Bill”, sporo wyjaśniają. Nasz Bill W. był nałogowym kobieciarzem.

Na początku rozdziału Bill twierdzi, że: „Stosowanie półśrodków „NIC” nam nie dało”.(s. 59) To prawda, że ​​moje cztery lata opowiadania, że muszę rzucić picie, nie dały mi trwałej trzeźwości, ale to moje połowiczne zaangażowanie się „COŚ” jednak dało. Miałem teraz grupę macierzystą, dwóch sponsorów, a co najważniejsze, jakoś znalazłem wystarczającą siłę woli, by kontynuować próby życia na trzeźwo. Wróciłem do AA!

Czy uraza niszczy?

Głównym punktem spornym jest dla mnie twierdzenie Wilsona, że ​​uraza „niszczy więcej alkoholików niż cokolwiek innego.”(s. 64) Urazy i dominująca rola Boga w procesie trzeźwienia, to dwie najważniejsze sprawy poruszane na mityngach, na które chodzę.

Bill instruuje nas, abyśmy sporządzili listy uraz, czyli listy „ludzi, instytucji lub zasad, na których/które jesteśmy źli”.(s. 64)

Oto najważniejsze fakty mówiące dlaczego koncepcja „urazy” nie była dla mnie taka istotna w momencie przystępowania do Kroku Czwartego:

1.Etap zaprzeczania był już za mną. Cztery lata wpadek sprawiły, że poczułem się winny, miałem wyrzuty sumienia i czułem rozdzierający ból emocjonalny. Wiedziałem, że muszę przestać pić. Nie było tam miejsca na urazy wobec bezsilności i niemożności kierowania życiem.

2.Każdy mój trzeźwy przyjaciel zrobił Krok 4. Nie czułem urazy w związku z tą koniecznością. Sprawa zamknięta – zrób to i koniec.

3.Uczyłem się w czterech różnych systemach szkolnych i nigdy nie byłem traktowany niesprawiedliwie. Brak urazy.

4.Otrzymywałem ponaglenia i pisma grożące różnymi konsekwencjami od urzędników bankowych, sądowych i podatkowych. Wszystkie były uzasadnione. Brak urazy.

5.Moja pierwsza żona (5 lat małżeństwa) rozwiodła się ze mną. Zasłużyłem na to. Brak urazy. Moja obecna żona (obecnie 53 lata razem), miała wtedy cztery lata działalności w Al-Anon. Radziła sobie z życiem znacznie lepiej niż ja. Byłem zazdrosny, ale nie urażony. Mógłbym kontynuować te przykłady, ale chyba rozumiecie o co mi chodzi.

Nie obwiniaj innych.

Od samego początku mój sponsor był boleśnie szczery. Mówił: nie obwiniaj innych ludzi ani okoliczności. Poinformował mnie, abym zapisał swoje moje myśli, przekonania, wartości i zachowania. Powiedział mi też, jak moje myślenie, moja interpretacja rzeczywistości, w połączeniu z tym, jak żyłem złożyło się na to, że zostałem członkiem AA. Zrozumienie tego uważam za swoje niemałe osiągniecie. Końcowym efektem procesu inwentaryzacji było wskazanie drogi do samodoskonalenia, do pozytywnych zmian. Zasadniczo wszystko, o co mnie proszono, to bycie tak uczciwym, jak tylko mogłem i tak dokładnym, jak uważałem za konieczne.

Jeden z popularnych aforyzmów AA, często słyszany na mityngach. Tzw. twardogłowy sponsor mówi do podopiecznego: „Powiem ci, co należy zmienić w tobie – wszystko, każdą cholerną rzecz”. Dla mnie to brzmi bardzo głupio. Sam Bill Wilson też myślał tak jak ja, bo przyznał, że nowoprzybyli mieli aktywa, które można umieścić na liście oprócz wad („12 i 12”, s. 46). Najwyraźniej nie sądził, abyśmy musieli wszystko zmieniać. Byłoby miło z jego strony, gdyby powiedział to ludziom w Wielkiej Księdze w 1939 r., zamiast czekać do 1952 r. W każdym razie, na wypadek gdybym odkrył jedną lub dwie zalety, robiąc mój odważny obrachunek moralny, wiem, że facet, który napisał Wielką Księgę był po mojej stronie.

Zdrowienie Johna B.

Mimo całego mego sceptycyzmu co do Wielkiej Księgi, Wilson wyraźnie mnie miał na myśli, gdy pisał o strachu. Zaległe kredyty bankowe, podatki, rachunki za media – wszystko to przyczyniło się do codziennych lęków. Małżeństwo było zagrożone, bałem się, że czy zastępca szeryfa przyjdzie lada moment z dokumentami rozwodowymi. A najgorszy ze wszystkich był strach, czy znów będę pił? A teraz mam za zadanie zrobić odważny obrachunek moralny? Według Wielkiej Księgi, gdybym tylko zaufał Bogu, zostałbym obdarzony spokojem. Wybrałem jednak inną ścieżkę.

Jednym z pozytywnych atrybutów, które udało mi się wydobyć z mojej niespokojnej przeszłości, był silny duch rywalizacji, bo służył mi dobrze, gdy dążyłem do osiągnięcia doskonałości jako koszykarz. Koszykówka sportowa to była przeszłość, ale duch rywalizacji żył i miał się dobrze. Mój problem polegał na tym, że konkurowałem z alkoholem, próbując udowodnić, że potrafię kontrolować picie. Musiałem zmienić przeciwników i zacząć konkurować ze sobą. Wiedziałem, że mam w swych dążeniach długą historię pchania się do ekstremalnych granic, zarówno mentalnych, jak i fizycznych. Teraz musiałem wykorzystać tę samą wolę i skupić ją na oparciu się pokusie wypicia pierwszego drinka, każdego dnia. Świadome zaangażowanie się, wzmocnione wsparciem trzeźwych przyjaciół, w połączeniu z nagrodami za obecne uczciwe życie, stopniowo zmniejszyło natężenie strachu.

Zdrowienie Johna B – Życie bez lęku.

Moja inwentura nie była bardzo obszerna, lecz podjąłem szczery wysiłek, aby być uczciwym i dokładnym. Jedną rzeczą, której nie zrobiłem, co podkreśla kilku terapeutów, było to, że nie zagłębiłem się w swoje dzieciństwo. Byłem czterdziestoośmioletnim pijakiem, który był sam całkowicie odpowiedzialny za swoje położenie, bo wszystko, czego potrzebowałem, było w zasięgu ręki. Po prostu musiałem po to sięgnąć.

Trzeźwość nie doprowadziła mnie do życia bez lęku. Nie sądzę, że takie życie jest w ogóle przeznaczone rodzajowi ludzkiemu. Jedną z moich lubionych książek jest „Poszukiwanie Sensu Życia” Viktora Frankla. Oto, co ma on do powiedzenia na ten temat: „To, czego człowiek naprawdę potrzebuje, to nie jest stan bez napięcia, jest to raczej zmaganie się z trudnościami i dążenie do osiągnięcia wartościowego, dobrowolnie określonego celu”.

Każdego ranka podejmuję swoje obowiązki i dążę do wybranego celu, bo cel to trzeźwość, obowiązki to robienie wszystkiego, co konieczne, by nie pić i jak najlepiej przeżyć mijający dzień. Jedynym usprawiedliwieniem dla tego uproszczonego podejścia do życia jest fakt, że jestem trzeźwy od 35 lat.

John B.

82-letni alkoholik z 35-letnią trzeźwością. Żonaty od 53 lat, ma troje dzieci w wieku ok. 50 lat. 17 lat pracował jako nauczyciel i trener w szkołach średnich w stanach Indiana i Illinois. Przez 13 lat był właścicielem baru i restauracji, co doprowadziło do nasilenia jego alkoholizmu, później do leczenia i ostatecznie do podjęcia pracy na stanowisku doradcy ds. uzależnień. Odszedł na emeryturę w 2001 r. z firmy Marion, Inc.

Przez ponad 6 lat pełnił służbę kierownika biura dużej Intergrupy AA w rejonie północno – wschodnim USA. W szkole średniej i koledżu był doskonałym koszykarzem. Nadal chodzi na siłownię trzy razy w tygodniu, rzuca 200 koszy trzypunktowych i wykonuje lekkie podnoszenie ciężarów. Pasjonat rodziny, zdrowienia, koszykówki i St. Louis Cardinals. Czyta regularnie od 20 do 25 książek rocznie i trzy lub cztery czasopisma branżowe wysokiej jakości, głównie o polityce, ekonomii, nauce, historii; o wszystkim, co dzieje się na świecie i budzi jego ciekawość.

Zdrowienie Johna B. Polecam też inne artykuły z niniejszej strony oraz z AAAgnostica, bo warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *