Pierwsze wrażenia nowicjusza w AA

Mam na imię Michał i jestem Alkoholikiem. Poniżej przedstawiam moje pierwsze wrażenia, jako nowicjusza w AA, czyli jak widziałem Wspólnotę.
Pierwsze wrażenia - salka mityngowa

Jak każdy członek ruchu Anonimowych Alkoholików (dalej AA) przyszedłem na swój pierwszy w swoim życiu Mityng. Zanim to nastąpiło wiedziałem, że takie coś jak AA istnieje i że tam spotykają się alkoholicy. Skąd wiedziałem o AA? Mam ojca Alkoholika, który dziesiąt lat temu uczęszczał na mityngi i nie pije (jak już sam zacząłem uczęszczać na spotkania AA dowiedziałem się, że przestał chodzić, bo – łagodząc wypowiedź – „gadają głupoty”. Poza samą informacją, że AA istnieje – nic o tym ruchu nie wiedziałem. W szkole średniej, żeby zdać do następnej klasy powiedziałem wychowawczyni, że jestem alkoholikiem i chodzę na spotkania AA. Chcąc uwiarygodnić swoją przynależność wymyślałem, co się na takim spotkaniu dzieje. Inspiracje czerpałem z filmów, bo innej wiedzy nie posiadałem.

Decyzję o zaprzestaniu picia podjąłem z dnia na dzień uznając, że dość i trzeba zmienić swoje życie. Zanim przyszedłem do AA zacząłem przeglądać Internet, ponieważ chciałem informacji na temat mityngów, gdzie się znajdują i o której godzinie.

Pierwsze wrażenia…

Jakie było moje pierwsze wrażenie? Nie wiem… Pamiętam, że jak czytano w koło 12 kroków i 12 tradycji w głowie miałem myśli „tylko nie ja, nie chcę tego czytać…”. Okazało się, że chwilę wcześniej ktoś powiedział magiczne (wtedy) dla mnie słowo „Dziękuję”. To była wielka ulga ponieważ miałem już alternatywę do mówienia czegokolwiek. W momencie, gdy wypowiadaliśmy się w koło, gdy przyszła kolej na mnie jedyne co udało mi się udało wydusić to słowa „Michał Alkoholik… jestem tu pierwszy raz”. Po wyjściu z mityngu podczas powrotu do domu płakałem. Nie umiałem powstrzymać łez. Towarzyszyły mi one jeszcze przez kilka dni, gdy tylko pomyślałem o mityngu. Wtedy dotarło do mnie ostatecznie, że jestem Alkoholikiem.

Przez dłuższy czas nie wypowiadałem się tylko słuchałem wypowiedzi z których wysnułem 2 wnioski. Żeby zachować trzeźwość potrzebuję spełnienia 2 warunków: bóg (celowa pisownia) i kroki. Nie ważne jaki temat i kto mówił, puenta była jedna: bóg i kroki. Jak już się oswoiłem z grupami AA wiedziałem jedno: Kroki nie są dla mnie. Nie są dla mnie bo za dużo tam słowa bóg, modlić się, powierzać. Jeszcze słysząc słowa „niech się dzieje wola Twoja, nie moja” doprowadzała mnie do szału. Próbowałem samemu sobie „stawiać” kroki przelewając na papier to co czuję i co myślę na temat danego kroku. Próbowałem uznawać grupę AA jako siła wyższa, lecz to nie było to… nie będę dążył poprzez modlitwę i medytację do coraz większej więzi z mogą grupą AA i wypowiadał w modlitwie o pogodę ducha np. „Zygmuncie użycz mi pogody ducha…”. A jak ów „Zygmuntowi” odwali i będzie kazał mi iść się napić to mam wedle jego woli postąpić i iść chlać (w myśl zasady „niech się dzieje wola Twoja, nie moja”).

Jestem ateistą…

Przez pół roku od momentu przystąpienia do AA narastała we mnie bezsilność i gniew. Chodziłem na mityngi, bo wiedziałem, że jest to dobra droga ku trzeźwieniu i jak zostanę sam to mam większe szanse marnie skończyć. Problem pojawił się taki, że nie czerpałem satysfakcji ze słuchania wciąż bóg, kroki – kroki, bóg… Aż w końcu coś we mnie pękło. W ciągu jednego tygodnia na 3 grupach omawiany był 11 krok. Wtedy postanowiłem zabrać głos mówiąc, że słuchając Waszych (uczestników mityngu) wypowiedzi dochodzę do wniosku, że ja jako ateista nie mam prawa być trzeźwy, bo tylko bóg, kroki, modlitwa, zadośćuczynianie i przepraszanie za wszystko to jedyna droga ku trzeźwości… Tak niestety jest. Do 100% wypowiedzi na mityngach w których wtedy uczestniczyłem takie właśnie było. Dla nowicjusza, który nie wierzy w boga religijnego są 2 wyjścia: albo modlisz się (bo tak) i uwierzysz, że nie masz nic do gadania bo nie kierujesz swoim życiem tylko bóg może nim kierować bo jest mądry, sprawiedliwy i oh ah, albo wrócisz do picia. Na szczęście przetrwałem ten etap udając się na terapię o której poświęcę osobny wątek.

Ciężkie jest życie Ateisty w społeczności AA, które uważa się za tolerancyjne dopóki nie kwestionuje się wielkości boga i cudów jakie czyni z osobami, które się do niego zwróciły.

Poza “Pierwsze wrażenia nowicjusza AA”, przeczytaj też inne artykuły w języku polskim i angielskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *