Mityng Ateisty a terapia w poradni uzależnień

Mityng Ateisty; Mam na imię Michał i jestem alkoholikiem. Poprzedni artykuł pt. „Pierwsze wrażenia nowicjusza w AA.” zakończyłem etapem udania się na terapię. Decyzję, żeby udać się do Poradni uzależnień podjąłem za namową innego Alkoholika, który podpowiedział to rozwiązanie po mojej wypowiedzi na jednym z mityngów AA.

Był to listopad i na moje (wtedy) nieszczęście (a teraz szczęście), na czterech różnych mityngach omawiany był krok 11. Ze 100% wypowiedzi innych alkoholików wynikało, że tylko dzięki Bogu i modlitwie możliwe jest życie w trzeźwości. Jak Alkoholik odda swoje życie i swoją wolę o opiekę Boga to nie tylko przestanie pić. Jego szanse zapicia są praktycznie zerowe. Zapicie zdarza się tylko wtedy, gdy Alkoholik zapomni o pomodleniu się, czyli okazaniu wdzięczności Bogu itp.  Pamiętam jak dziś, że moja wypowiedź w temacie zaczęła się od użycia następujących słów: „Słuchając od tygodnia wypowiedzi w temacie kroku 11 i tej „jedynej” drogi ku trzeźwemu życiu dochodzę do wniosku, że ja nie mam prawa być trzeźwy. Wszystko też co osiągnąłem przez te pół roku nie ma sensu, bo i tak zapiję”.

Ja Ateista, który nie chce przerabiać programu 12 kroków ze względu na siłę większą/wyższą, jak mogę być trzeźwy skoro 100% uczestników mityngu ma „swojego Boga”? Ja jako Ateista, który oddał swoje życie i wolę alkoholowi, który wszystko co robił łączył bezpośrednio lub pośrednio z alkoholem mam powierzyć swoje życie komuś/czemuś, czego wg moich przekonań nie ma? Nie ma szans. Tego dnia załamałem się. Z jednej strony nie pasowałem do grupy jako niewierzący. Z drugiej strony wiedziałem, że sam sobie nie poradzę bez AA i mityngów. Mityngów, które mnie dołowały wszechobecnością Boga i dobrowolnemu ubezwłasnowolnieniu się oddając mu całego siebie. Na moje szczęście inny Alkoholik poradził mi terapię. Posłuchałem jego rady i zapisałem się do ośrodka za wizytę u psychologa.

Terapia grupowa…

Na pierwszej wizycie i opisaniu swojego przypadku psycholog przedstawił mi jak wygląda terapia, z jakich elementów się składa i jakie są moje obowiązki. Jako, że pierwszy etap terapii grupowej zaczynał się o 2x  w tygodniu o 15:30 (pracowałem do 16:00 + 30 min jazdy samochodem) załatwiłem sobie w pracy możliwość wcześniejszego wyjścia, kosztem odrobienia tych godzin w inne dni. Małym kosztem mogłem zyskać wszystko co najcenniejsze – trzeźwe życie. Szczegóły terapii celowo pomijam.

Terapia grupowa dała mi wiele dobrego. Przede wszystkim wiedzę teoretyczną, czym jest alkoholizm,  skąd się on bierze i jak sobie z tą chorobą radzić. Uświadomiłem sobie, że znałem praktycznie dwa uczucia: jest fajnie alb jest nie fajnie i ich skalę np. super lub beznadziejnie. Dodatkowo każde z tych uczuć zapijałem, żeby poczuć się dobrze, jak było źle i, żeby poczuć się jeszcze lepiej jak było dobrze. Dzięki terapii prowadziłem dziennik uczuć, gdzie na początku z listy dopasowywałem uczucia do aktualnego mojego stanu emocjonalnego. Podczas terapii poznałem znaczenie stwierdzenia „żyć zgodnie z HALT”.

Na mityngu słyszałem to słowo ale jego znaczenia już nie. Na terapii poznałem różne osoby, które były na początku swojej drogi ku trzeźwemu życiu. Jedne chciały przestać pić, inne przyszły do tego zmuszone, bo im sąd nakazał odbierając zasiłek. Każda historia była inna. Dzięki wszystkim wypowiedziom, motywacjom, historiom życiowym dostałem dodatkowej motywacji do życia w trzeźwości. Każde zapicie uczestnika terapii i emocji jakie towarzyszyło mu, gdy o tym opowiadał utwierdzało mnie w przekonaniu, że ja nie chcę pić, ja nie chcę się tak czuć. Ja wierzyłem i nadal wierzę w autentyczność każdej wypowiedzi. Każdej osobie, która w międzyczasie zapiła byłem wdzięczny za przyznanie się do tego i za być może uratowanie mi życia widząc ile go to zapicie kosztowało. Na mityngu każda historia kończyła się uwierzeniem w siłę wyższą i powierzeniu.

Mityng ateisty – nie piję…

Dostałem ogromnego kopa do działania i motywacji do nie picia. Dostałem narzędzia dzięki którym wiedziałem co mogę zrobić, gdy dopadnie mnie głód alkoholowy i skąd on się bierze. Co najważniejsze ani razu przez kilka miesięcy nie padło słowo Bóg. Cała wiedza była wiedzą naukową i medyczną, popartą historiami i emocjami każdego uczestnika. Na jednej z sesji terapeutycznej, terapeuta opowiedział nam o mityngach grupy AA i jej nieocenionej pomocy w drodze ku trzeźwemu życiu. Uczestnicy terapii nie byli chętni na mityngi a jedynym argumentem jaki był przeciwko AA było stwierdzenie „bo tam trzeba się modlić”.

Przez cały okres terapii nie uczestniczyłem w ani jednym mityngu AA. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i trzeba było wrócić do „szarej” rzeczywistości słuchania o Bogu i jedynej słusznej drodze ku lepszemu trzeźwemu życiu. Na szczęście z nową energią, z wiedzą i umiejętnościami jak radzić sobie w lepszych i słabszych momentach z głodami alkoholowymi i przeciwnościami losu bez konieczności korzystania z pomocy kogoś/czegoś czego wg moich przekonań nie ma.

Przeczytaj część pierwszą artykułu mityng ateisty i może coś w języku angielskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *