AA – z Bogiem czy bez niego?

AA – z Bogiem czy bez niego? Wszyscy ludzie powinni trzymać się swoich własnych przekonań, a my w AA nie jesteśmy wyjątkiem”, powiedział Bill Wilson. Jednym z moich silnych przekonań jest agnostycyzm, czyli pogląd, że nikt z nas nie wie i nie może wiedzieć niczego o istnieniu czy naturze Boga. Tak więc brakuje mi wiary religijnej, która, jak wielu ludzi twierdzi, jest niezbędna do rozwoju w AA. Mimo to po 14 latach nadal jestem zaangażowany w nasz ruch: chodzę na trzy mityngi w tygodniu i służę jako wolontariusz w PIK-u w Londynie.

Chociaż mieszkam w Londynie od wielu lat, dorastałem głównie w Liverpoolu w północno – zachodniej Anglii, mieście niezwykłym ze względu na dużą liczbę katolików – wielu tak jak ja, pochodzenia irlandzkiego. Nawiasem mówiąc, mój najlepszy przyjaciel był z pochodzenia pół – Polakiem, a w mieście mieszkało też wielu jego rodaków. Byłem ministrantem, śpiewałem w chórze kościelnym, a wieku lat 17 lat byłem uważany przez moich jezuickich wychowawców za dobrego kandydata na księdza. Miałem coś, co wyglądało na głęboką wiarę i szczerze myślałem o zostaniu kapłanem. Ale wiara okazała się tylko kruchą, młodzieńczą pasją, być może czytałem zbyt wiele książek (byłem pod dużym wrażeniem Braci Karamazow, Dostojewskiego), i kiedy miałem 18-19 lat, całkiem straciłem zainteresowanie religią.

Wspominam ten okres życia, aby pokazać, że moje podejście do religii nie jest „wzgardą przed poznaniem”, jak to mówi Wielka Księga – w rzeczywistości dobrze znam impulsy i uczucia religijne, kiedyś ich doznawałem.

Z upływem czasu zacząłem pić. Na początku było to normalne, towarzyskie picie; przyjęcia, dziewczyny, przyjaciele, jak to zwykle bywa w przypadku młodych mężczyzn. W wieku 30 lat stałem się bardziej melancholijny po różnych doświadczeniach i niepowodzeniach sercowych z kobietami i zacząłem pić dużo, często samotnie. W wieku 44 lat piłem już mechanicznie, jak robot, był to stracony czas. W desperacji zwróciłem się do AA. Z jednej strony miałem obawy co do religijnej natury większości osób uczestniczących w mityngach (dotyczy to zarówno AA w wielkim, skądinąd świeckim mieście, takim jak Londyn, jak i polskiego AA). Stanowiło to wyraźny kontrast w stosunku do mojego życia poza AA, w którym prawie wszyscy, których znałem dorastali w środowiskach niereligijnych lub byli tak jak ja, żydami, anglikanami lub katolikami, którzy odrzucili wiarę. Ale z drugiej strony, po pierwszym mityngu w lipcu 2005 roku, całkowicie pozbyłem się obsesji picia i zawsze będę za to wdzięczny Wspólnocie AA.

Religijne AA

Podjąłem służby na Grupie i poprosiłem o sponsorowanie. Byłem entuzjastycznie nastawiony, choć też zdawałem sobie sprawę z tego, że większości członków AA wierzy, że istnieje Bóg, który pomaga im osiągnąć trzeźwość, a ja takiej wiary nie mam. Jak wiele osób będących w takiej sytuacji, zdecydowałem że samo AA będzie moją siłą wyższą, mając na myśli innych alkoholików, którzy mi współczuli i pomagali. Po pięciu lub sześciu latach, przepracowaniu 12 Kroków i zostaniu sponsorem (głównie dla agnostyków i ateistów), zdałem sobie sprawę, że coraz trudniej znoszę religijność naszego ruchu i nie zawsze otrzymuję to, czego potrzebuję aby się rozwijać. Często siedziałem w milczeniu z tylu sali mityngowej, próbując z tolerancją akceptować to, co, dla mnie i kilku innych członków AA, czasami było nonsensem.

Myślę, że bycie w AA powinno zawsze dawać możliwość dzielenia się własną „siłą, nadzieją i doświadczeniem”, również wtedy gdy tematem mityngu jest Bóg.

Nie jest niczym dobrym kwestionowanie ze złością tego, co mówią inni, nasze trzeźwienie i zasady AA nie na tym polegają. Niektórzy z was znają zapewne uczucie desperacji towarzyszące temu gdy przychodzi nam wybierać między udawaniem, że się dopasowujemy, a ryzykiem bycia odrzuconym przez ludzi wokół nas.

Zakładamy grupę dla Agnostyków

Tak więc, wraz z przyjacielem, odwołaliśmy się do mini-tradycji (bo wcześniej takie grupy tu już były) i założyliśmy Grupę AA dla dla agnostyków, ateistów i „wolnomyślicieli” w północno-wschodnim Londynie. Później powstały i nadal działają nowe Grupy, w których powstaniu nie miałem żadnego udziału, w różnych częściach miasta. W 2018 r. Konferencja Służb Ogólnych AA w Ameryce Północnej zagłosowała za przyjęciem, wcześniej zatwierdzonej przez konferencję brytyjską, broszury „Słowo Bóg, agnostycy i ateiści w AA”. Została ona przetłumaczona również na języki francuski i hiszpański. Z dumą mogę stwierdzić, że ta broszura, obecnie czytana na mityngach w różnych częściach świata, dużej mierze jest dziełem mojej małej czwartkowej Grupy, działającej w Islington w północnym Londynie. Lobbowaliśmy na rzecz wydania tej pozycji przez kilka lat i ostatecznie udało się, wygraliśmy.

Na naszych mityngach akceptujemy, zachęcamy do pozostania i wspieramy każdego, kto szuka rozwiązania swojego problemu alkoholizmu, niezależnie od tego, w co wierzy lub nie wierzy. Wiem, że jest o wiele łatwiej jest zorganizować mityng dla niereligijnych członków AA w Londynie, wielkim, kosmopolitycznym mieście niż, powiedzmy, w Opolu, Poznaniu czy Krakowie. Grupa ma się dobrze, na nasze mityngi przychodzi wielu nowicjuszy.

Każda grupa jest dobra…

Ale chodzę także na tradycyjne spotkania, gdzie większość ludzi wydaje się wierzyć w Boga. Niektórzy z nich są dogmatyczni (to mniejszość – oczywiście są też dogmatyczni ateiści, którzy nie podejmą dialogu z tymi, którzy nie podzielają ich poglądów), ale większość uczestników jest dla mnie przyjazna i akceptuje to, że jestem agnostykiem. Czasami religijny fundamentalista mówi mi wprost, że jeśli nie uznam Boga za moją siłę wyższą, to w końcu zapiję. Taktownie odrzucam jego ofertę pomocy. Ma swoje zdanie, ja mam swoje, nie muszę reagować złością. Czasami podkreślam, że GSO AA w Anglii (w Yorku) całkowicie akceptuje legalność świeckich mityngów, które zorganizowaliśmy. Jestem silny i czuję się bezpieczny w swoim agnostycyzmie. Nikt mnie nie zmarginalizuje. Wszyscy jesteśmy alkoholikami, zdrowiejącymi i zmagającymi się z codziennymi wyzwaniami trzeźwego życia.

Szczerze mówiąc, przez 14 lat całkiem często widziałem przypadki gdy AA było nieskuteczne nawet dla tych, którzy mocno wierzyli w tradycyjnego Boga. Wynika to prawdopodobnie z dużej ilości mistyfikacji, obecnej w przekazie AA. Trudne części naszego procesu trzeźwości, takie jak niesforna samowola, wymykające się spod kontroli życie, dylemat bezsilności i ciągle tkwiące w nas wady charakteru, są po prostu „przekazywane” Bogu. Rzekomo kochającemu, który, jak się wydaje, sprawia, by jedni alkoholicy osiągnęli trzeźwość, skazując innych na rujnującą ich życie chorobę.

Całkowicie zaakceptowałem Krok 1, poddałem się. To przerwało błędne koło, toczące się, gdy moje własne pomysły na naprawienie sytuacji tylko ją pogorszyły. Ale ostatecznie nawet ludzie wierzący potrzebują dokładniejszego zrozumienia rozwiązania niż tylko zalecenie, „Puść to i pozwól działać Bogu”. Wydaje mi się, że AA mogłaby wiele zyskać mówiąc jaśniej o praktycznych strategiach postępowania. Dla wielu ludzi wiara w Boga jest katalizatorem procesu, który umożliwia osiągniecie trzeźwości, jednak już sam proces polega na wykorzystaniu „ludzkich mocy”.

Przekonanie, że „Bóg zrobi dla nas to, czego nie moglibyśmy zrobić sami”, oznacza akceptację myślenia magicznego. 

Nie akceptuję takiego myślenia – mam nadzieję, że nie robię tego w arogancki sposób. Bardziej istotna jest dla mnie empatia, którą można poczuć na mityngach AA, działania podjęte w ramach realizacji programu 12 Kroków, praca z ludźmi. To wszystko działania „ludzkiej mocy”. Nie ma to nic wspólnego z istotą nadprzyrodzoną. Wszystkie zasoby niezbędne do trzeźwości są już w naszym posiadaniu.

Jeśli dla ciebie Bóg jest niezbędny do tego by pomóc ci stać się trzeźwym, to nie przeszkadza mi to, tak naprawdę to nie jest moja sprawa. Ale dla mnie i dla wielu innych najważniejsze i najistotniejsze w AA są: dogłębna identyfikacja z innymi ludźmi, poczucie wspólnoty, pragmatyczna wiedza na temat uzależnienia, a czasem nawet tylko zrobienie czegoś, co nie wymaga spożywania alkoholu ani narkotyków.

Nie interesuję się religią, nie jestem nawet zainteresowany „duchowością” – tak naprawdę nie wiem, co to słowo znaczy, nigdy nie wiedziałem. Chcę tylko móc dalej spokojnie żyć, tak jak teraz żyję. Jestem w AA z tego samego powodu, co ty, bez względu na to, czy jesteś religijny czy nie.

Mam nadzieję, że nadejdzie czas, gdy niewierzący przestaną być podgrupą niechętnie tolerowaną – w Polsce, Londynie, gdziekolwiek. Że zamiast tego zaczną być uważani za ludzi, którzy pokazują, że AA bardziej dba o skuteczność swych działań niż o zachowanie ortodoksyjnych poglądów.

Nie rozbijamy Wspólnoty

Najlepszym sposobem uświadomienia ludziom, że my, niewierzący, nie działamy przeciwko AA ani nie praktykujemy satanistycznych obrzędów, np. składając nocami ofiary ze zwierząt, jest przekazanie pozytywnego przesłania o wyzdrowieniu, z którym każdy może się zidentyfikować. Powinniśmy dzielić się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją w sposób zachęcający do empatycznego zrozumienia tego, jak ateiści i agnostycy doświadczają AA, nawiązywać przyjaźnie tam, gdzie to możliwe, koncentrując się na podobieństwach, a tolerancyjnie reagując na różnice, zakładając, że na mityngu może być ktoś, kto bardzo potrzebuje poczuć, że jego poglądy nie są czymś dziwnym, pełnić służby na poziomie Grupy i dalej, docierać do nowicjuszy zapewniając ich, że nie są sami.

Pokazujmy atrakcyjną stronę powrotu do zdrowia, pamiętając zwrot „przyciąganie, a nie reklamowanie”. Używajmy poczucia humoru, to zawsze poprawia nastrój, zwłaszcza gdy umiemy żartować sami z siebie.

Na koniec załóżmy, że słowo „duchowość” ma jakieś znaczenie. Odkrywam, że moje uzależnienie nie było produktem ubocznym nadużywania alkoholu, lecz fałszywym wypełnieniem duchowej pustki. „To zestaw zachowań, których celem było wyeliminowanie trudnych uczuć i wyborów”, cytując mojego przyjaciela, pisarza, który napisał bardzo dobrą książkę o heroinie i alkoholu. Kontynuuje on: „Jeśli to jest choroba WIĘCEJ, to ja w końcu mam DOŚĆ. Przestałem odbierać życie tak osobiście. Nie nęka mnie wstyd i nienawiść do samego siebie.” To, czego naprawdę pragnęliśmy w latach brania narkotyków i picia, co teraz sobie uświadamiam, to były zdrowe relacje z innymi ludźmi i miłość. Dostałem te dwie rzeczy w AA. Mam nadzieję, że ty też tego doświadczasz.

Brendan O., Londyn

AA z Bogiem, czy bez Niego? Tekst napisany specjalnie dla strony “duchowoscaa.eu” w języku angielskim(tu oryginał). Przetłumaczony przez Witka z Bełchatowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *